Skąd się wzięły „Młode Nogi Wrocławia”?

Komunikat o błędzie

  • Notice: Undefined index: colorbox_multivalue_index w colorbox_field_formatter_view() (linia 481 z /home/wcrs/domains/wcrs.pro-linuxpl.com/public_html/drupal/drupal_7/sites/all/modules/colorbox/colorbox.module).
  • Notice: Undefined index: colorbox_multivalue_index w colorbox_field_formatter_view() (linia 481 z /home/wcrs/domains/wcrs.pro-linuxpl.com/public_html/drupal/drupal_7/sites/all/modules/colorbox/colorbox.module).

Z Tomaszem Szkwarkiem i Krzysztofem Pokorskim z drużyny Młodzieżowego Centrum Informacji i Rozwoju rozmawiają Ewelina Helios i Adam Konik. 

Ewelina Helios: Skąd wziął się pomysł na Młode Nogi? 

Tomasz Szkwarek: Pomysł powstał jesienią 2007 r. Chodziło o integrację organizacji młodzieżowych we Wrocławiu poprzez wspólną grę w piłkę. Wydawało nam się, że to fajny sposób spędzania wolnego czasu, a przy okazji możliwość zawarcia nowych znajomości.

E.H.: Dlaczego akurat piłka nożna? Dlaczego nie na przykład siatkówka?

T. S.: Ponieważ jest to najbardziej popularny sport praktycznie w każdym kraju na świecie. Myślę, że nie ma takiego zakątka, gdzie nie gra się w piłkę nożną. Dlatego najłatwiej zachęcić organizacje do gry właśnie w nogę. Inne dyscypliny nie wzbudzają aż takiego zainteresowania, więc my na początek chcieliśmy zacząć z ligą piłkarską.

E.H.: Mówisz, że na początek chcieliście zacząć z ligą piłkarską, to znaczy, że były plany organizacji rozgrywek w innych dyscyplinach?

T.S.: Tak, były takie pomysły. Odpowiedzią na nie są organizowane przez Młodzieżowe Centrum Informacji i Rozwoju kampanie „Created to Move” czy „Wrocławianie na Polanie”, w których propagujemy aktywny i sportowy styl życia, a także mniej znane dyscypliny sportu, takie jak bule czy wspinaczka. Być może w przyszłości uda nam się stworzyć jeszcze jakąś inną niż piłkarską ligę, ale w tej chwili skupiamy się na Młodych Nogach.

Adam Konik: Skąd się wzięła nazwa Młode Nogi Wrocławia?

Krzysztof Pokorski: Chodziło o to, żeby pokazać pewną świeżość idei, pomysłu i żeby nazwa była chwytliwa, trochę prowokująca, a do tego wpisywała się w inne projekty Młodzieżowego Centrum – wtedy powstawał portal internetowy mlodzi.wrocław.pl, a także Radio Młody Wrocław. Były też inne propozycje nazw: „Wściekłe pięty” czy „Sprężyste łydki”, ale zostały Młode Nogi Wrocławia. Nazwa się już przyjęła. W tej chwili po raz ósmy spotykamy się pod tym szyldem i ma on już w środowisku pewną markę, więc myślę, że zrobiliśmy całkiem niezłą robotę przy promocji samego wydarzenia.

T.S.: Ja bym jeszcze chciał dodać, że pojawiają się anegdoty o nazwie ligi, ponieważ biorą w niej udział osoby, które na początku miały dwadzieścia kilka lat, a są z ligą cały czas, mimo że skończyły już trzydzieści lat. Kiedy jestem ubrany w koszulkę Młodych Nóg Wrocławia, na spotkaniach czy wśród znajomych często pojawiają się komentarze, że może powinienem już raczej nosić koszulkę z napisem „Stare Nogi Wrocławia”. Więc faktycznie nazwa jest ciekawa i prowokująca.

A.K.: Krzysiek, wspominałeś, że to już ósma odsłona Młodych Nóg. Czy pamiętasz swoje pierwsze Młode Nogi? Swoje pierwsze wyjście na boisko? Jak się wtedy czułeś?

K.P.: Oczywiście, tego nie da się zapomnieć. Miałem wtedy nogi jak z waty, wszyscy na mnie krzyczeli, a ja byłem taki młody i nieokiełznany... Nikt nie znał moich możliwości bramkarskich i wszystko było wielką niewiadomą. Pamiętam, że pierwszy raz na bramce stanąłem w drugiej edycji ligi. Okazało się, że zabawa jest świetna. Udało mi się przez piłkę poznać wielu fajnych młodych ludzi, z którymi już prawie cztery lata razem gramy. Jest to całkiem spora grupa – jeśli policzyć zawodników wszystkich drużyn z wszystkich edycji, można by pewnie naliczyć ok. tysiąca osób. Mój debiut w Młodych Nogach był początkiem przygody i wspominam go jak najlepiej. Nie pamiętam, czy wtedy wygraliśmy, czy przegraliśmy – wydaje mi się, że przegraliśmy, bo druga edycja niespecjalnie nam szła. Już lepiej było w trzeciej, kiedy zajęliśmy trzecie miejsce. Od tamtej pory jestem na stałe w bramce drużyny Centrum. I idzie mi lepiej niż teraz w piłkarzykach, mam jakieś sukcesy. Mam nadzieję że w tym sezonie powalczymy też o najwyższe cele.

A.K.: Byliście od samego początku związani z Młodymi Nogami. Tomek był założycielem Młodych Nóg, Ty brałeś udział w lidze od drugiej edycji. Jak ewoluowała liga – czy coś się zmieniało z meczu na mecz, z sezonu na sezon?

K.P.: Tak jak Tomek wspominał, stawaliśmy się coraz starsi i coraz lepsi w grze drużynowej. Jeśli chodzi o stronę organizacyjną, to staraliśmy się w każdej edycji wprowadzać pewne ulepszenia, np. wyraźniejszą tablicę wyników, precyzyjniejszą dokumentacje rozgrywek, więcej relacji i zdjęć z meczów. Przy jednej z edycji odbywały się nawet warsztaty dziennikarskie, w ramach których studenci przygotowywali relacje z meczów i wywiady z zawodnikami. Robiliśmy filmy zmontowane z najciekawszych momentów meczów. Za każdym razem rozgrywany jest też Puchar Młodych Nóg Wrocławia – to impreza dodatkowa, w której jest szansa na rewanż za mecze ligowe, ponieważ wszystko dzieje się jednego dnia i można naprawdę zaprezentować się z całkiem innej strony niż podczas ligowych spotkań. W tym sezonie nowym elementem będzie strona internetowa mlodenogi.pl, wyposażona w przydatne funkcjonalności, bardziej przejrzysta i czytelna, zarówno dla zawodników, jak i dla kibiców.

T.S.: Chcę jeszcze dodać, że w zeszłym roku zorganizowaliśmy imprezy integracyjne na koniec ligi w edycji zimowej i letniej. Na imprezy zaprosiliśmy zawodników, a także osoby towarzyszące, znajomych. Myślę, że to jeden z przykładów na to, jak dobra jest atmosfera między drużynami w lidze.

E.H.: Ja właśnie chciałam zapytać o atmosferę. Jak zawodnicy podchodzą do tych meczów, które dobywają się w hali Oławka w tej chwili?

K.P.: Podchodzą bardzo serio. To naprawdę ważne wydarzenia w ich życiu i często jest tak, że wszyscy czekają na tę sobotę, bo mają mecz z rywalem, z którym zawsze gra się ciężko. Atmosfera naprawdę sprzyja zdrowej rywalizacji, chociaż wiadomo, że czasami są emocje i nerwy. Sędzia musi sobie poradzić z tymi wszystkimi emocjami, z zawodnikami, którzy czasami nie wytrzymują na boisku. Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości co do konkretnej sytuacji, po meczu jest czas, żeby sobie to wyjaśnić. Nie zdarzyło się jeszcze nic nieprzyjemnego.

A.K.: Tomku, wspomniałeś o tym, że na zakończeniu ligi pojawiły się dziewczyny zawodników i koleżanki. Jak to wygląda na meczach – czy przychodzą kibice albo kibicki, bo wiadomo, że dla kobiet lepiej się gra?

T.S.: Wiadomo, że lepiej się gra z publicznością, a jeszcze lepiej gra się, kiedy ta publiczność składa się głównie z płci pięknej. Myślę, że jest z tym w miarę dobrze. Praktycznie na każdym meczu są kibice. Wiadomo, że nie są to rozgrywki profesjonalne czy nawet półprofesjonalne, więc nie ma ich bardzo wielu. Najczęściej są to właśnie znajomi, przyjaciele, dziewczyny zawodników.

K.P.: Tomku, a twoja żona była kiedyś na meczu?

T.S.: Tak, oczywiście. Jeszcze w tych czasach, kiedy nie była moją żoną. Jeśli chodzi o aspekt towarzyski, to mamy przykłady zawodników, którzy poznawali swoje dziewczyny czy narzeczone właśnie podczas rozgrywek.

A.K.: Czy osoby, które grają w różnych drużynach, spotykają się podczas ligi? Wychodzicie razem na piwo albo żeby obejrzeć mecz?

K.P.: Było kilka okazji, żeby pójść razem na mecze ligi mistrzów. Ale wiadomo, jak to jest z umawianiem się w większym gronie. Było kilka takich spotkań, najczęściej w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Staramy się organizować również tę integrację pozaboiskową, myślę również, że obecna edycja przyniesie więcej okazji do tego typu spotkań.

E.H.: Chciałam zapytać o kultowe powiedzonka Młodych Nóg – czy są takie? Pamiętam, że kiedyś na początku ligi, kiedy grał Redemptor, słyszałam z trybun: „Konik zabij!” i tak było przy każdym meczu rozgrywanym przez drużynę Redemptor.

K.P.: Jest klasyczny krzyk bojowy, który każda drużyna wznosi przed meczem, żeby się zmobilizować i podbudować atmosferę walki, i od dłuższego czasu sporo ekip przejęło po legendarnej drużynie okrzyk i bardzo często pojawia się właśnie „Jak Mustangi”, oczywiście na cześć drużyny Mustangi Dominik – bardzo sympatycznej drużyny, która gra również w tej edycji.

E.H.: No właśnie, a czasem liga Młode Nogi Wrocławia rządzi się swoimi prawami. Co takiego wyjątkowego się tu wydarzyło, co zapadło wam w pamięć?

K.P.: Mnie się bardzo podobał pokaz cheerleaderek, które się chyba nazywały „Tatarek Team”, a poza tym chłopaki, którzy robili zawodową żonglerkę piłkami. To było zwykle w grudniu, wiec trochę w świątecznej atmosferze się rozstawaliśmy, tylko po to, żeby po sylwestrze wrócić do gry i zrewanżować się przeciwnikom.

T.S.: Ja pamiętam dwa takie fajne momenty. Pierwszy to wtedy, kiedy jedna z drużyn rozdawała czekoladowe mikołajki, akurat kolejka była 6 grudnia. Druga rzecz to jedna z edycji, która odbywała się podczas silnych mrozów. Na zewnątrz było jakieś minus 15 stopni, a wiadomo, że Oławka nie jest bardzo dobrze ogrzewana i w środku panowała dosyć mroźna atmosfera, było tylko kilka stopni powyżej zera. Mimo to nikt nie rezygnował z uczestniczenia w meczach. Wszyscy przychodzili w czapkach, rękawicach, szalikach. Fajnie to wyglądało.

E.H.: Czego się spodziewacie po tej edycji?

K.P.: Do drużyny Centrum dołączył Adam Konik. Taki transfer bardzo wzmocni nasz potencjał. Zeszły sezon obrodził kontuzjami i wielu zawodników z naszej drużyny już nie może kontynuować gry, więc poświęciliśmy tę przerwę wiosenno-letnią na wzmocnienia i na ściągnięcie naszą cudowną atmosferą w drużynie zawodników z innych drużyn. No i okazało się, że właśnie Adam i Tomek z Redemptora zdecydowali zagrać w naszej drużynie w tej edycji.

A.K.: Panie kapitanie, czego można się spodziewać po drużynie Centrum w tej edycji? Jakie macie plany? Co chcielibyście osiągnąć?

T.S.: Przede wszystkim chcemy się dobrze bawić i czerpać radość z gry w piłkę, a przy okazji oczywiście będziemy walczyć o jak najlepszy wynik. Zawsze tak robimy. W ostatnich edycjach zimowych właśnie w hali Oławka bardzo dobrze nam szło. Zajęliśmy pierwsze i drugie miejsce, chcemy podtrzymać tę passę, ale myślę, że nie będzie to łatwe. Będziemy też potrzebowali kilku meczów, żeby zgrać się w nowym składzie i walczyć o najwyższe laury.

E.H.: Czego w takim razie wam życzyć?

K.P.: Młodych nóg (śmiech).

T.S.: Młodych nóg, tak. Werwy na boisku, młodych nóg na trybunach i oczywiście całego sezonu bez kontuzji. Spotykamy się tam po to, aby miło spędzić czas, pograć w piłkę i to ma służyć zdrowiu, a nie jego utracie. Przede wszystkim zdrowia i braku kontuzji przez cały sezon.

Tagi: