Nie wyobrażam sobie życia bez sędziowania

Komunikat o błędzie

  • Notice: Undefined index: colorbox_multivalue_index w colorbox_field_formatter_view() (linia 481 z /home/wcrs/domains/wcrs.pro-linuxpl.com/public_html/drupal/drupal_7/sites/all/modules/colorbox/colorbox.module).
  • Notice: Undefined index: colorbox_multivalue_index w colorbox_field_formatter_view() (linia 481 z /home/wcrs/domains/wcrs.pro-linuxpl.com/public_html/drupal/drupal_7/sites/all/modules/colorbox/colorbox.module).

Z arbitrem Młodych Nóg Wrocławia, Hubertem Kutem o sędziowaniu rozmawia Adam Konik.

 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z sędziowaniem?

 

W liceum siedziałem w ławce z kolegą, który rok wcześniej skończył kurs trenerski i na lekcjach polskiego wypełniał sprawozdania z meczów. Strasznie mi się to spodobało, więc namówił mnie, żebym też zrobił taki kurs. Posłuchałem go i tak się zaczęło. Najgorsze były początki. Jurek Kędziora, czyli ten kolega, który mnie w to wciągnął, akurat przestał sędziować, ale wciągnął mnie w środowisko. Teraz nie wyobrażam sobie weekendu bez sędziowania, brakowałoby mi tego.

Wspomniałeś, że kolega wypełniał protokoły pomeczowe. Każdemu się wydaje, że praca sędziego ogranicza się do bycia na boisku, gwizdania i prowadzenia meczu. Jak to wygląda tak naprawdę od strony sędziego? Jakie jeszcze masz obowiązki?

 

Faktycznie każdemu się wydaje, że sędzia posędziuje 90 minut i ma z głowy, a wcale tak nie jest. Na jedno spotkanie sędzia musi poświęcić około cztery godziny. Zacznijmy od tego, że sędzia na rozgrywkach szczebla niższego, czyli od trzeciej ligi w dół, jest zobligowany 45 minut przed zawodami sprawdzić protokoły zawodników, czyli czy wszyscy mają uprawnienia i badania lekarskie. Tu papierologia się dopiero zaczyna, bo z meczu mamy mieć cztery dokumenty: sprawozdanie, załącznik i dwie listy składów, do których potem wpisujemy zmiany i tak dalej. Potem oczywiście rozgrzewka przedmeczowa i 90 minut samego sędziowania. Po meczu musimy spisać wszystko, co się działo, czyli opisać wszystkie czerwone i żółte kartki, a na szczeblach wyższych również strzelone bramki, i dostarczyć to w ciągu 48 godzin do właściwego OZPNu – Okręgowego Związku Piłki Nożnej – i dopiero wtedy cała procedura się kończy. Dodatkowo jeszcze każdy sędzia dwa razy w roku musi przejść szkolenie, czyli zdać testy teoretyczne – na 35 pytań trzeba mieć przynajmniej 21 odpowiedzi dobrych, a żeby móc awansować – 24 odpowiedzi dobre, czyli 80%. Do tego dochodzą testy praktyczne sprawdzające wydolność fizyczną sędziów. Polegają na tym, że trzeba przebyć 12 okrążeń wokół stadionu olimpijskiego w określonych interwałach – 150 metrów biegu, 50 metrów marszu. Na koniec sporządzany jest ranking i najlepsi – zazwyczaj dwaj sędziowie – awansują o klasę wyżej, niektórzy też spadają o klasę niżej, żeby była jakaś rywalizacja.

Aktualnie zaczynają się nabory na kurs sędziowski. Jak ten kurs przebiega? Każdy jest w stanie zdać i zostać sędzią?

 

Kurs praktycznie kończy każdy, kto chce i włoży choć minimalny wysiłek, aczkolwiek to boisko zweryfikuje takiego człowieka, kilka pierwszych meczów wystarczy. Na przykład w najniższych ligach sędziuje się samemu i taka osoba, która ma wiedzę teoretyczną wyciągniętą z miesięcznego kursu, na tych pierwszych meczach sprawdza się pod kątem odporności psychicznej – czy sobie poradzi ze stresem, z tą presją i z kibicami. W sędziowskim fachu nazywamy to barierą sędziowską – jeśli ktoś przetrwa pierwsze trzy miesiące, które są najbardziej kluczowe, to już wiadomo, że sobie poradzi.

Pamiętasz pierwszy mecz, który sędziowałeś sam jako świeżo upieczony sędzia?

 

Mój pierwszy mecz to był mecz A klasy juniorów starszych i pamiętam że aura nie sprzyjała – strasznie padało. I to był straszny mecz do sędziowania, bo nie dość, że zawodnicy się kopali, to jeszcze wyzywali, Mi też się obrywało, również od kibiców, i powiem szczerze, że zastanawiałem się, co ja tu robię i po co w ogóle sędziuję? To spotkanie było w sobotę, a w niedzielę pojechałem na mecz A klasy seniorów, na którym potrzeba już trzech sędziów. Opowiedziałem starszym kolegom o tym, co się działo dzień wcześniej i o wszystkich obelgach kibiców, którzy wrzeszczeli na mnie, chociaż w spotkaniu nic ciekawego się nie działo i skończył się wynikiem 0:0 .Poradzili mi, żebym się tym przestał przejmować. Że wszyscy tak zaczynają, ale musi to po mnie spływać. Powiedzieli mi bardzo ważne zdanie: że kibice przychodzą na mecz, żeby odreagować – wypić piwo z kolegami i pokrzyczeć na sędziego, a potem w domu są spokojniejsi. Łatwiej nawrzeszczeć na sędziego niż na żonę, bo sędzia nie odpowie.

Jak sobie radzisz z trudnymi sytuacjami na boisku, gdy ludzie cie wyzywają, mają pretensje chca cię bić?

 

Zacznijmy od tego że po tych trzech pierwszych miesiącach, wchodząc na murawę wyłączam zmysły słuchania kibiców. W ogole mnie to nie interesuje, w ogóle ich nie słyszę i to spływa zupełnie po mnie. Na boisku bardzo ważna jest koncentracja. Jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakich sędzia musi się nauczyć, to utrzymać wysoki poziom skupienia przez całe 90 minut spotkania, bo mimo że w danym meczu nic się nie dzieje przez większość czasu, to jeśli sędzia pozwoli sobie na nieuwagę, może nie zauważyć jakiejś kluczowej sytuacji. Jedną z metod wyciaszania się przed meczem i utrzymania koncentracji jest słuchanie muzyki, są też sędziowie, którzy wyłączają komórki już kiedy jadą na mecz, żeby nikt ich nie rozpraszał.
Wracając do kwestii kibiców, to z czasem przestaje się ich zauważać, oni po prostu zawsze byli, są i zawsze będą. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to na każdym meczu są służby porządkowe i dlatego sędziowie nie muszą się obawiać o swoją skórę. Wiemy, że kibice zawsze nas wyzywają, ale prawie nigdy nie są agresywni, a jeśli już, to są agresywni miedzy sobą bardziej niż w stosunku do sędziego. Bezpieczeństwo sędziego musi zawsze zapewnić gospodarz zawodów.

Jak na wpływa na Ciebie postawa zawodników, ktorzy będąc na boisku bardziej zajmują się sędziowaniem niż graniem? Czy to wpływa na Twoje sędziowanie, na podejmowanie decyzji w spornych sytuacjach?

 

W meczu najważniejsze jest pierwszych 15 minut, bo zawodnicy wtedy testują sędziego, sprawdzają, na ile mogą sobie pozwolić, czy ulegnie krzykom i presji. Czasem pozwalają sobie na jakieś faule w środku boiska, by sprawdzić czy sędzia się nabiera na symulowanie. Wazne jest, by przez ten pierwszy kwadrans reagować stanowczo i ostro i pokazywać, kto na tym boisku "rządzi", oczywiscie w sposób kulturalny. Często poruszany jest temat mobbingu na sędziego, kiedy przy spornej sytuacji podbiegają do niego zawodnicy z obu drużyn i probują wpłynąć na jego decyzje. Najnowsze wytyczne mówią, żeby w takiej sytuacji najbardziej zaangażowanego w dyskusję zawodnika ukarać kartką, albo potraktować tak po jednym graczu z obu zespołów. I to jest faktycznie dosyć skuteczne. UEFA i PZPN zwracają dużą uwagę na to. by bramkarz nie wychodzil z bramki, żeby dyskutować z sędzą. Czasem się tak zdarza, że bramkarz wybiega z bramki, biegnie 30 metrow, żeby coś powiedziec i gdy dobiega do sędziego, ten już trzyma kartkę w górze.

Gdy się zdarza nadpobudliwy zawodnik, który nie dość, że sam prowokuje, to gdy sam jest faulowany, wstaje, zaczyna krzyczeć, rzuca się do rywala – jak sobie w takich sytuacjach radzisz?

 

Jeżeli któryś z zawodnikow coś takiego robi, to sedzia jest zobligowany dać mu kartkę i dodatkowo powiedzieć mu jeszcze kilka ostrych słów, a jeżeli to go nie uspokoi, należy go usunąć z boiska, bo faktycznie jedna taka osoba swoim złym przykładem potrafi źle wpłynąć na zachowanie innych zawodników. Oprócz kartek sędzia dysponuje jeszcze takimi środkami, jak komunikacja werbalna i niewerbalna. Często tylko za pomocą gestylukacji mogę pokazać, że dane zachowanie nie bedzie tolerowane i to skutkuje.

Kiedy nie sędziujesz, grasz na pozycji bramkarza. Jak się czujesz w tej drugiej roli – gdy ktoś sędziuje Twój mecz i popełnia błędy?

 

Gotuję się strasznie, nie ukrywam, ale staram się zachować spokój, bo wiem, że jest to ciężki kawałek chleba. Nie pokazuję tego zazwyczaj na boisku, ale będąc też na bramce też poniekąd sędziuję te zawody i oceniam sytuacje. Koledzy z drużyny mówią do mnie przed albo w trakcie meczu: "Hubert ty dziś grasz, nie sędziujesz". Nawet jeśli nie zgadzam się z decyzjami sędziego, to nie wywieram na niego nacisków podczas meczu, ewentualnie po meczu mogę podejść i z nim porozmawiać. Kiedyś bylo inaczej, strasznie wybuchałem i kłóciłem się, przez co dostawałem dużo kartek i kar minutowych, w końcu jednak doszedłem do wniosku, że zostawię sędziowanie sędziemu. Wszyscy jestesmy ludźmi, wszyscy popełniamy błędy, nawet sędzia, z tym że jego błąd może zaważyć na losach spotkania – trzeba jednak pamiętać, że pomyłka każdemu się może zdażyć. Ale moim zdaniem arbiter nie jest w stanie całkowicie wypaczyć wyniku meczu, bo jeśli drużyna bedzie grała lepiej niż przeciwnicy, to jedna błędna decyzja sędziowska nic nie zmieni.

Jesteś sędzią od pięciu lat. Od niedawna zacząłeś sędziownie w lidze MNW. Jak się czujesz prowadząc rozgrywki amatorskiej ligi?

 

To zupełnie inna dziedzina piłki. Podczas meczów profesjonalnych drużyny grają o coś – o awans, o pieniądze, o karierę, i stres, który odczuwają, udziela się też nam. W przypadku ligi amatorskiej to zupełnie inne przeżycie, bo tu się gra dla przyjemności, żeby się poruszać, a zawodnicy słabiej znają przepisy piłki nożnej – to dla nich po prostu zabawa. A ja jako sędzia bardziej staram się im nie przeszkadzać niż sędziować. Czasem mecze same się sędziują, szczególnie w spotkaniach, w których grają drużyny, które nie mają nadpobudliwych zawodników, na których trzeba uważać i reagować. Tacy zdarzają się nawet w amatorskich ligach i niekiedy psują innym zabawę i atmosferę na boisku. Niektórzy są strasznie spięci i trzeba im przypominać, że ten mecz to zabawa, a nie gra o złote kalesony dziadka. Bardzo mi się jednak podoba, jak patrzę na ludzi, którzy praktycznie nie potrafią za dobrze kopnąć piłki, ale przychodzą, walczą i dobrze się bawią; to jest to świetne przeżycie dla sędziego i cieszę się, że mogę im sędziować, pomóc itd. A PKS Augustyn - to są moi ulubieńcy, ze "Statosem" na czele.

Jak porównasz poziom amatorskiej ligi MNW z innymi ligami startującymi we Wrocławiu?

 

Powiedzmy sobie szczerze, że Młode Nogi to jest najbardziej amatorska liga, bo tutaj może grać każdy, nie ma wygórowanych wymagań finansowych itd. Sa ligi amatorskie, w których grają zawodnicy prawie na stopniu profesjonalnym, z trzeciej lub czwartej ligi; w Młodych Nogach tego nie ma. Czasem znajdą się tu gracze z A klasy, ale ci ludzie przychodzą tu właśnie po to, żeby się pobawić. W innych ligach amatorskich wpisowe wynosi jakieś 1700 zł, składy sa montowane na długo przed startem ligi, następują transfery i podkupywanie zawodników – więc amatorskie są tylko z nazwy. Ale czy to się nie mija z celem? Jeśli chodzi o poziom, to rozgrywki pierwszej i drugiej ligi, które sędziuję, są zbliżone do Młodych Nóg. Myślę, że dwa-trzy pierwsze zespoły MNW poradziłyby sobie w pierwszej lidze, mogłyby nawet powalczyć w ekstraklasie; nie wiem jakby sobie poradzili na futsalu, bo inaczej gra się na hali, a inaczej na sztucznej murawie, ale trzeba by to bylo zweryfikować w meczu.

Jesteś z nami od tego sezonu. Jak oceniasz atmosferę na hali, na meczach?

 

Przede wszystkim zaskoczyła mnie panująca na rozgrywkach rodzinna atmosfera. Tutaj wszyscy wszystkich znają i się lubią. Nie ma wzajemnych animozji i wrogości, wszyscy wszystkich znają, razem oglądają mecze innych drużyn, to dla nich przede wszystkim rozrywka – chcą wygrać, ale nie za wszelką cenę. Nie ma chamstwa na boisku, złośliwych fauli, niektóre wynikają wręcz z braku wyszkolenia, a nie ze złych intencji. Nawet jeśli ktoś kogoś przewróci, to przeprasza i pomaga wstać. Choć są ze dwie drużyny, które lubią się spinać.

Wspomniałeś o przyjaznej atmosferze. Ty już też zaczynasz poznawać wszystkich, zaczynasz mieć swoich ulubieńców, wiec jak udaje ci się zachować bezstronność?

 

To nie wpływa zupełnie na mnie i moje podejmowanie decyzji. Zdarzyło mi się sędziować spotkania mojej byłej drużyny i wiem, że poza boiskiem ktoś może być nawet moim bratem, ale na boisku jest po prostu zawodnikiem – trzeba umiec to rozgraniczyć.

W lidze gra dziewięć zepołów. Która z ekip twoim zdaniem poczyniła największe postępy w grze?

 

To jest dobre pytanie. Jeżeli mówimy o czołówce, to na pewno świetnie grają ci z FC Vostok, bo oni są bardzo ambitni i mają kilku konkretnych graczy. Centum ma potencjał, ktorego nie potrafi do końca wykorzystać. Jak wam idzie, to niszczycie przeciwnika, ale jak nie idzie, to nie idzie i trudno. Liderzy z DA Antoni też bardzo fajnie grają – widać zgranie między nimi, co jest najważniejsze w ligach takich, jak MNW.
Ostatnia kolejka była pełna niespodzianek. Zespoły spisane na straty podjęły wyzwanie, okazało się, że dyspozycja poszczególnych zawodników danego dnia również jest bardzo ważna i ciężko typować faworytów. Kolejnym czynnikiem, który wpływa na poziom, jest skład zespołu. Jeśli nie pojawi się trzech graczy, drużyna musi grać w czwórkę, a to spore osłabienie, które może wpływać na wynik. Ale taki jest sport.

Czy jako sędzia masz jakieś przesłanie dla zawodników i kibiców MNW?

 

Chciałbym powiedzieć,że jestem osobą otwartą na dyskusje, więc jeśli ktoś chciałby po spotkaniu porozmawiać o nim, zadać jakieś pytania odnośnie gry, zasad czy moich decyzji, to zawsze chętnie wszystko wytłumaczę. Można też w takich rozmowach komentować moje decyzje i z pewnością przedstawię swoje racje.
Drugą sprawą jest to, że chciałbym przypomnieć zawodnikom, że sędziowie to też ludzie. Graczom zdarza się nie strzelić gola w sytuacji sam na sam, nam zdarzają się pomyłki, nie należy nas wtedy jednak oskarżać o złe intencje. Przydałaby się odrobina zaufania. A jeśli komunikacja między sędziami a zawodnikami będzie dobra, to wszystkim będzie się lepiej grało.

Tagi: