Jestem uzależniony od aktywności fizycznej

Komunikat o błędzie

  • Notice: Undefined index: colorbox_multivalue_index w colorbox_field_formatter_view() (linia 481 z /home/wcrs/domains/wcrs.pro-linuxpl.com/public_html/drupal/drupal_7/sites/all/modules/colorbox/colorbox.module).
  • Notice: Undefined index: colorbox_multivalue_index w colorbox_field_formatter_view() (linia 481 z /home/wcrs/domains/wcrs.pro-linuxpl.com/public_html/drupal/drupal_7/sites/all/modules/colorbox/colorbox.module).

Z zawodnikiem pierwszoligowego zespołu Zawisza Bydgoszcz, Michałem Ilków-Gołębiem o drodze od gry amatorskiej do zawodowej rozmawiają Iwona Jadżyn i Adam Konik.

Iwona Jadżyn: Jak to się stało, że zacząłeś grać w piłkę nożną i kiedy zdecydowałeś, że zostaniesz graczem zawodowym?

Michał Ilków-Gołąb: Zaczynałem grać od małego. Potem przeszedłem wszystkie szczeble piłkarskiej kariery: od trampkarza poprzez juniora młodszego do juniora. Robiłem postępy, które pozwoliły mi później zacząć grać w piłkę zawodowo.

I.J.: Od jakiego sportu zaczynałeś w młodości?

M.I.G.: W młodości uprawiałem różne dyscypliny sportowe i to mi na pewno pomogło, bardzo rozwijało koordynację. Ten, kto od małego jest ukierunkowany tylko w jedną stronę, dużo na tym traci. Dzięki wuefiście ze szkoły podstawowej panu Wojtkowi Lewandowskiemu, który kładł nacisk na to, abyśmy poznali różne sportowe dziedziny, mieliśmy szansę nauczyć się elementów wielu dyscyplin.

A.K.: Czy jako doświadczony zawodnik pierwszoligowy masz receptę dla młodych graczy, juniorów, trampkarzy, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z piłką? Co im poradzisz? Jak mają trenować? Co powinni robić, aby osiągnąć najwyższe cele?

M.I.G: Powinni zastosować zasadę małych kroków. Nie przejmować się pojedynczymi porażkami, ale także nie zachłystywać się pojedynczymi sukcesami. Nie zawsze osoba, która w młodości jest najbardziej utalentowana, ma łatwą drogę do zawodowstwa. Nie każdy kto ma talent w jakiejś dziedzinie, na pewno odniesie w niej sukces. Musi to poprzeć pracą. Mam znajomych, którzy byli bardzo utalentowani, ale szybko zrezygnowali lub nie poradzili sobie mentalnie. Taka sama zasada działa w drugą stronę: osoby, którym na początku brakowało talentu, wytrwałą i ciężką pracą dochodzili bardzo wysoko, osiągając to, czego nikt by sie po nich nie spodziewał.

I.J.: A co myślisz o rozgrywkach amatorskich? Czy biorąc udział w takich zawodach można się rozwijać i czy pomagają one w karierze?

M.I.G.: Jak najbardziej. Każda forma ruchu szczególnie od jak najmłodszych lat pomaga nam w rozwoju fizycznym, sportowym. Podczas takich rozgrywek jest okazja, by się spotkać i wspólnie pograć, przede wszystkim jednak rywalizować na boisku, co pomaga w rozwoju bardziej niż zwykłe kopanie piłki.

A.K.: Jak rozwijała się Twoja kariera sportowa? Czy masz jakieś rady dla osób, które już grają amatorsko, a chciałyby zawodowo zająć się grą w piłkę nożną? Jak mają pokierować swoją karierą?

M.I.G.: W Łozinie grałem do juniora młodszego. Później w Polarze Wrocław zacząłem grać jako junior – to tam mnie zauważono. Nie musiałem przebijać się przez "B" czy jakieś inne klasy, ale znam dużo chłopaków, którzy tak robili. Z naszego dolnośląskiego podwórka taką osobą jest Waldemar Sobota, ze Śląska Wrocław, który wcześniej grał w niższych, opolskich ligach. Potem grał kilka lat w Kluczborku i z drużyną MKS Kluczbork awansował do pierwszej ligi. Jego kolejny krok w karierze to gra w Śląsku i teraz selekcjoner polskiej reprezentacji zwrócił na niego uwagę. Jeżeli ktoś ma smykałkę i poprze to ciężką pracą, to może dokonać wielkich rzeczy w świecie sportu.

Nie każdy urodził się w dużym mieście, gdzie od razu ma szansę zacząć trenować w jakimś renomowanym klubie. Na początku wszystko zależy od środowiska, w którym człowiek się urodził i w którym dorasta. Z czasem taki zawodnik, grający w lokalnym klubie, może zostać zauważony i awansować. To w większości przypadków wymaga czasu, ale znam także takie przypadki, w których zawodnicy byli dostrzeżeni bardzo wcześnie. To też nie zawsze jest łatwe. Czasami zdarza się, że zmiana środowiska, większe miasto i nowe znajomości sprawiają, że zawodnicy sobie nie radzą, trochę się gubią. Dlatego zawsze powtarzam, że ważna jest ciężka praca, ale trzeba mieć także silny charakter, żeby nie ulegać zbyt łatwo pokusom.

I.J.: Jak wygląda Twój dzień? Wstajesz rano i co? Biegniesz na boisko?

M.I.G.: Zawsze tak było. Nawet jak nie grałem jeszcze w żadnym klubie. Od małego pod domem kopało się w trzepak, biegło się na boisko, jeździło się przez wieś i zwoływało chłopaków, żeby pograć. Tak było do wieczornych godzin. Teraz jest szczegółowa rozpiska i ćwiczy się zgodnie z nią, ale to sprawia mi taką samą frajdę. W sezonie wolne są dwa dni w tygodniu, ale więcej nie usiedzę bezczynnie, bo nie potrafię. Jestem uzależniony od aktywności fizycznej.

Teraz mamy miesiąc wolny od regularnych treningów, ale to jest czynny wypoczynek, bo mamy dokładnie nakreślone, jak przez ten miesiąc mamy pracować. Jesteśmy monitorowani i później będziemy z tego rozliczani, ale ja nie robie tego za karę, bo cały czas mam z tego satysfakcję.

A.K.: Czy zdarza Ci się, że przyjeżdżasz do domu i jest: "Ej, chłopaki chodźmy pograć w piłkę" – tak jak za starych, dobrych czasów? A może uważasz, że jesteś już zawodnikiem, który gra w pierwszej lidze i są takie myśli: „Zaszedłem tak wysoko i nie będę z nimi grał, bo mogę się nabawić kontuzji”?

M.I.G.: Trenerzy starają się nas uczulić, żeby nie brać udziału w takich meczach czy piłkarskich spotkaniach z kolegami, ale trudno jest się powstrzymać. O takich meczach się nie zapomina. Przez ten wolny miesiąc w mojej rodzinnej miejscowości chodzę na halę i gram z kolegami w piłkę nożną lub w siatkówkę. I nieraz przed świętami, nawet, gdy na boisku leżał śnieg, ale była wolna chwila, szliśmy z kumplami pograć. To zawsze była i jest ogromna frajda.

I.J.: Czy przed ważnymi spotkaniami masz tremę?

M.I.G.: Chyba już nie i chyba nigdy nie byłem sparaliżowany strachem przed meczem. Zawsze była to pozytywna mobilizacja, która wyzwala we mnie adrenalinę i dodatkowe pokłady energii. Miękkich nóg nigdy nie miałem. Taka pozytywna trema, taki dreszczyk pozytywnych emocji zdecydowanie lepiej działa na zawodnika i na jego osiągnięcia w meczu.

A.K.: Na jakim zawodniku się wzorujesz? Kto jest Twoim idolem?

M.I.G.: Nie będę oryginalny i powiem, że nie mam obecnie takiego zawodnika. Gdy byłem dzieckiem miałem swoich idoli. Teraz raczej obserwuję wiele meczów i podpatruję zagrania wszystkich zawodników. Patrzę na mecz jak na całość i bardziej zwracam uwagę na działania zespołowe, nie tylko indywidualną grę. Ważne jest dla mnie, jak pracuje zespół, cała drużyna, jak się przesuwają, jak się asekurują, jak atakują, i staram się zauważać jak to się wszystko zmienia, jak zmienia się sposób gry.

A.K.: Grasz obecnie w pierwszej lidze. Czego życzyłbyś sobie w przyszłości? Jak widzisz dalszy rozwój swojej sportowej kariery?

M.I.G.: Mam 26 lat i fizycznie się już nie rozwijam, teraz już tylko ciężką, systematyczną pracą mogę osiągnąć coś więcej. Cały czas nabieram doświadczenia i mam nadzieję, że to doświadczenie będzie procentować w przyszłości. Gdy byłem młodszy miałem swoje szanse, by zaistnieć dość szybko na wyższym poziomie, ale teraz staram się atakować ekstraklasę z drugiej strony – z Zawiszą mamy szansę awansować. Jeżeli nie udało się przejść bezpośrednio do klubu z ekstraklasy, to może uda się do niej awansować z drużyną, w której gram. I tego życzyłbym sobie i drużynie. 

Tagi: