Sprawić, by uwierzyli we własne możliwości

Komunikat o błędzie

  • Notice: Undefined index: colorbox_multivalue_index w colorbox_field_formatter_view() (linia 481 z /home/wcrs/domains/wcrs.pro-linuxpl.com/public_html/drupal/drupal_7/sites/all/modules/colorbox/colorbox.module).
  • Notice: Undefined index: colorbox_multivalue_index w colorbox_field_formatter_view() (linia 481 z /home/wcrs/domains/wcrs.pro-linuxpl.com/public_html/drupal/drupal_7/sites/all/modules/colorbox/colorbox.module).

Z trenerem drugoligowej drużyny koszykówki, Grzegorzem Krzakiem, rozmawiają Iwona Jadżyn i Adam Konik. 

Iwona Jadżyn: W jaki sposób zmotywować zawodników przed meczem? 

Grzegorz Krzak: Są różne sposoby motywacji. Wszystko zależy od meczu i trenera.

Czasami nie trzeba nikogo motywować, bo wiadomo, że mecz jest ważny, na przykład gdy jest to spotkanie z liderem tabeli lub mecz derbowy. W większości takich przypadków dodatkowa motywacja jest niepotrzebna. Inaczej jest, gdy zespół gra z ostatnią drużyną w tabeli i zawodnikom wydaje się, że to będą łatwe zawody. Tak zazwyczaj nie jest, bo zespoły, które zajmują dolne miejsce w tabeli, zawsze chcą wygrać z tymi, które są na jej szczycie.

Ja uznaję motywację pozytywną. Staram się dodawać zawodnikom otuchy, a przede wszystkim staram się, by uwierzyli we własne możliwości. Powinienem znać możliwości graczy i ich predyspozycje, więc próbuję tak ich zmotywować, aby te możliwości wykazywali w czasie gry. W żadnym przypadku nie dopuszczam do lekceważenia przeciwnika, bo to jest najgorsze, co może się przytrafić.

Adam Konik: A jak to wygląda, gdy mecz nie układa się po pana myśli, gdy drużyna przegrywa? Co pan wtedy robi?

G.K.: Na początku staram się motywować pozytywnie. Wiadomo, że w meczach o podwyższonym ryzyku – derbowych czy z liderem tabeli – presja jest tak ogromna, że czasami po prostu paraliżuje zespół. Staram się wtedy wszystkich uspokoić, także indywidualnie. Przeprowadzam z zawodnikami krótkie rozmowy, podpowiadam, żeby nie myśleli o wyniku ani o spotkaniu, tylko o tym, co robią na boisku i o tym, co potrafią zrobić najlepiej. To jest pierwszy etap. Jeśli to nie skutkuje, przechodzę do drugiego – czasami niestety trzeba w odpowiednim momencie użyć nieco ostrzejszych słów. I to w większości przypadków skutkuje.

W moim odczuciu, gdy zawodnik popełnił jakiś błąd w ataku lub w obronie i ma tego świadomość, nie należy w czasie przerwy dobijać go jeszcze bardziej, bo on już jest wystarczająco zdenerwowany faktem, że mu nie wychodzi. W takim przypadku trzeba bardziej zwracać uwagę na pozytywy, a nie krzyczeć na niego czy rugać za jakąś sytuację, bo to przyniesie efekt zgoła odmienny.

I.J.:A skąd wiadomo, kiedy zrobić zmianę i który zawodnik powinien znaleźć się na boisku?

G.K.: Mam taki układ z zawodnikami, że proszę ich o to, żeby sami sygnalizowali, że potrzebują zmiany, bo czuje się słabszy i spada wydolność jego organizmu. Proszę ich o te sygnały, gdy sam tego nie zauważam, jeśli jednak widzę osłabienie, to bez wahania podejmuję decyzję. Innego rodzaju zmiany dokonuje się, gdy zawodnikowi kompletnie nie wychodzi gra. Nie zmieniam go po pierwszej, drugiej czy trzeciej akcji, która mu nie wyjdzie, jeśli natomiast sytuacja się powtarza, to pozwalam mu odpocząć i powtórnie wejść na boisko w dalszej części meczu.

Jeśli zawodnik zacznie dobrze, to obserwuję tylko jego parametry wydolnościowe, nie zmieniam go dopóki widzę, że funkcjonuje na pełnych obrotach i przynosi korzyści zespołowi. Dopiero kiedy to zaczyna się troszeczkę zamazywać, gdy zawodnik chce grać, ale widać, że ze względu na zmęczenie przestaje mu to wychodzić, pozwalam mu na odpoczynek.

A.K.: A co zrobić, gdy cała drużyna się stara, gdy są akcje, dobre zagrania, dobre sytuacje, ale nie kończą się one strzałem ani zdobyciem punktów? Jak pan wtedy reaguje?

G.K.: Jeśli nie trafiamy z obwodu, pomimo że mamy tak zwaną czystą pozycję – to znaczy, że nasz gracz nie jest kryty przez obrońcę – staramy się dograć piłkę do wysokiego zawodnika. Gdy to nie skutkuje – kiedy ten wysoki gracz nie zdobywa punktu z różnych względów, na przykład skutecznej gry obrońców albo tego, że po prostu nam nie idzie, to staramy się doprowadzić do rzutów wolnych. Pomocne wtedy są faule – przy rzucie lub przy penetracji. Rzuty wolne to najłatwiejsze formy zdobywania punktów, a gdy te już wpadną, to może zespół troszeczkę się przełamie. Jeśli gra mimo to nie idzie, bierze się czas, żeby wybić zespół przeciwny z rytmu. Skuteczna bywa też zmiana tempa gry. Załóżmy, że zespół przeciwny gra koszykówkę opartą na szybkim ataku – wtedy trzeba go z niego wybić. Stosuje się wtedy coś, co nazywam „grą na wajchę” – akcja za akcję. Trzeba jednak zwolnić grę, w ataku zagrać dłuższą akcję, żeby po prostu spowodować, że przeciwnik zacznie się niecierpliwić. Te typowe koszykarskie formy stosuję z różnym skutkiem w różnych meczach.

A.K.: W sporcie zdarza się często tak, że schodzi się przegranym z boiska. W jaki sposób wtedy motywować zawodników? Co im mówić, żeby jeszcze więcej ćwiczyli, żeby się nie załamywali, żeby na kolejny mecz wyszli z podniesioną głową?

G.K.: To są dwa aspekty sprawy. Pierwszy aspekt jest taki, że jeśli przegrywamy zawody, w których daliśmy z siebie wszystko, naprawdę zagraliśmy na 100% swoich możliwości i nie dało się wygrać, to podczas omawiania meczu staram się zasygnalizować zawodnikom te elementy, które były pozytywne, a że w takich sytuacjach większość była pozytywna, to łatwiej jest do nich dotrzeć po takiej przegranej. Jeśli gracze również mają poczucie, że dali z siebie wszystko i naprawdę zagrali na 100%, to choć przegrali te zawody, mogą mieć świadomość, że taki jest sport: raz się wygra, raz się przegra.

Inaczej jest, kiedy przegrywamy zawody, które mogły być wygrane, Ale ktoś odpuścił, nie grał na 100 %, nie był odpowiednio zmotywowany. Wtedy rozmowa jest zdecydowanie ostrzejsza. Zaczynam od rozmowy z całym zespołem, później ewentualnie z pojedynczymi zawodnikami, jeśli uznam, że jest taka potrzeba. Czasami trafia się po prostu słabszy dzień, kiedy gracze się starają, ale nie widać tego w ich grze – wtedy żadne zabiegi trenera nie są w stanie przywrócić zespołu na właściwie tory podczas meczu. Tak się dosyć często zdarza. Wtedy też trzeba trochę inaczej do nich dotrzeć, zasugerować trening i starać się w tym względzie oddziaływać. Natomiast jeśli ktoś przegrywa i lekceważy drużynę, padają ostre słowa, bo nie ma innego wyjścia.

I.J.: Ma pan doświadczenie w pracy z drużynami żeńskimi i męskimi. Które drużyny lepiej się prowadzi? Które są bardziej zaangażowane?

G.K.: To jest trudne pytanie. Które się lepiej prowadzi... Wiadomo, że jeśli kobiety zaufają trenerowi, to ich drużyny są bardzo łatwe do prowadzenia w zakresie metodyki treningu w sensie ich intensywności i obciążeń treningowych. Trzeba bardzo uważać, żeby zespół lub poszczególne zawodniczki nie zostały przetrenowane. Kobiety wykonują polecenia swojego trenera w stu procentach. Natomiast mężczyźni mają to do siebie, że jak im się lampka zapali i uznają, że są przemęczeni, to trochę odpuszczają.

Inną rzeczą są różnice w mentalności kobiet i mężczyzn. Jeśli kobiety się na siebie obrażą, to na meczu dyscyplina zespołowa słabnie i zawodniczki mogą nie podawać sobie piłek. Natomiast mężczyźni wyjaśnią sobie wszystkie nieporozumienia w szatni, ale grają o zwycięstwo i podają do tego, kto jest na lepszej pozycji, nawet jeśli go nie lubią. U kobiet różnie z tym bywa. Może są jeszcze jakieś inne różnice, ale generalnie chodzi o podejście do treningu i o zaufanie.

Tagi: